A tymczasem w Danii...

To content | To menu | To search

Sunday, January 27 2013

Końca nie widać…..

Koniec roku upłynął mi w Danii czekaniem na koniec świata, który mimo transmisji na żywo w państwowej telewizji (sic!) nie nadszedł, utwierdzając mnie w przekonaniu, iż nawet cholerne przepowiednie Majów są przereklamowane.Trzecia wigilia tutaj też przebiegła jak zawsze, bez karpia, opłatka, bez sianka nawet, za to z kaczką, karmelizowanymi ziemniakami i ryżem z migdałem, na który w tym roku natrafiłam ja! Były też świąteczne skrzaty na stole i prawdziwe świeczki na choince. No i tańce wokół.


IMG_0578.jpg.scaled.1000.jpg

Minuty przed wigilią. Napięcie rośnie...

IMG_0579.jpg

Nisser są wszędzie.


IMG_0583.jpg.scaled.1000.jpg

Z deserów najbardziej lubię mięso.....


IMG_0584.jpg.scaled.1000.jpg

Którego jak zwykle zjadłam za dużo....


IMG_0601.jpg.scaled.1000.jpg

Typowo duńskie dekoracje i świece na choince, czyli mały kontrolowany pożar


IMG_0593.jpg.scaled.1000.jpg

Master of Christmas candles


_MG_8927.jpg.scaled.1000.jpg

Kolędowanie dookoła choinki


Z perspektywy stwierdzam, że polska wigilia jest ciekawsza niż duńska, za to Duńczycy odbijają sobie w sylwestra. O zwyczajach sylwestrowo-noworocznych można poczytać sobie tutaj po duńsku (polecam też google translator, zawsze można coś skumać):

http://bjarnehallstroem.wordpress.com/2008/12/31/10-traditioner-og-forklaring...øre-nytarstraditioner/


Powiem tylko, że Sylwester zaczyna się u nich o 18 przemówieniem królowej (tekst przemówienia tutaj: http://kongehuset.dk/Menu/nyheder/hm-dronningens-nytarstale-2012

a wideo tutaj:
http://kongehuset.dk/Menu/foto--video/video-nytarstalen-2012)

Od siebie tylko dodam, że słuchając jej, zazwyczaj na stojąco, pija się pierwszy tej nocy toast szampanem. Poza rozmaitymi balowymi nakryciami głowy, które należy nabyć wcześniej i założyć, ewentualnie choc mieć na podorędziu, trzeba też zrobić skok w Nowy Rok, nigdy tego nie widziałam, ale można skakać np. z krzesła, ważne, żeby skok był dostatecznie długi, tak by zostawić na pewno za sobą ten stary rok. Przed północą, jak i w Polsce, słychać z zewsząd fajerwerki, od lat też telewizja emituje skecz produkcji niemieckiej, za to po angielsku pt. Dinner for One. Przed laty widziałam go na wideo na obozie językowym NEXT, Kiera nam pokazała, nie miałam pojęcia, że w Danii mają taką tradycję z tym skeczem. Dają go od lat przed samą północą i jak im się zdarzyło raz odstępstwo od reguły, cały kraj protestował. Oni to muszą obejrzeć raz na rok, znają na pamięć właściwie większość dialogów. Poniżej 2 wersje, stara i nowa:

czarnobiała wersja

podkolorowana
A potem północ i szampan, i czasem w euforii strzelania fajerwerkami nawet nie ma czasu na życzenia. Za to następnego dnia wszyscy oglądają Koncert Noworoczny z Wiednia i skoki narciarskie z Garmisch-Partenkirchen. Zupełnie jak w Polsce.

Wednesday, December 12 2012

Julekalender czyli oh, it's hard to be a nissemand...

Motto: Det er en mørk og stormfuld aften...

IMG_0520.jpg.scaled.1000.jpg
Jak wiadomo, Dania - podobnie zresztą jak większość rzeczy w życiu - jest przereklamowana, ale tym trafiła w dziesiątkę. Jest to Julekalender i mówię to właśnie teraz, bo jest grudzień, mocno znacząca data zresztą - 12.12.12 - i przede wszystkim adwent, a to ma duży związek z dzisiejszym tematem. Oczywiście Julekalender to po prostu kalendarz świąteczny, czy też adwentowy, dziś przede wszystkim znany z wersji dla dzieci, gdzie za numerkiem od 1 do 24 schowana jest czekoladka. Podobno te tradycyjnie, które przyszły z Niemiec były papierowe i za okienkami były wierszyki albo sentencje, dopiero później zaczęto robić te ze słodyczami, czy małymi podarunkami, ale kto to dzisiaj wie, chyba tylko wikipedia - http://en.wikipedia.org/wiki/Advent_calendar
Jak, po raz wtóry, wiadomo, ja zagorzałym fanem słodyczy nie jestem, skupię się zatem na tym, co lubię i na co natknąć się może każdy odwiedzający Danię w okresie przedświątecznym, kto choć raz włączy telewizję. Jest to Julekalender, szczególny serial, mający emisję raz w roku, od 1 do 24 grudnia i traktujący o świętach Bożego Narodzenia. Dziś w zasadzie każdy kanał ma co roku nowy, własny serial, który codziennie w grudniu gromadzi tysiące widzów. Pierwszy duński Julekalender, Historier fra hele verden, był wyświetlany w 1962 roku! Mija więc 50 lat i moim zdaniem większość europejskich telewizji spokojnie mogłaby skopiować ten pomysł i produkować własne. Historyjka bowiem ma być rozpisana na 24 krótkie odcinki, wykorzystująca temat świąteczny - choinki, święty Mikołaj, renifery, nisser, śnieg itepe, bohaterowie mają mieć różne, nawet dramatyczne przygody, ale wszystko ma się kończyć pozytywnie, w wigilię zresztą. Proste jak drut! Najpopularniejsze seriale tego typu w Danii gromadzą ponad milion widzów przed telewizorem, zatrudniają znanych aktorów i są naprawdę śmieszne.
Kultowym i powtarzanym kilkakrotnie w adwencie jest Julekalender z 1991 roku. Moim zdaniem absolutny hit w monty-pythonowskim stylu. Wymyślony i grany przez trzech duńskich muzyków kabaretowych De Nattergale, z których każdy ma podwójną rolę w serialu (nisse - duńskiego skrzata, płatającego figle w świątecznym czasie, oraz stereotypowego Duńczyka, oczywiście przerysowanego do granic możliwości).
Skrzaty mówią zbitką angielskiego i duńskiego, mieszając obie gramatyki, słownictwo i składnię, co daje duży element komiczny ( pełen opis: http://en.wikipedia.org/wiki/The_Julekalender ). W pewnym momencie, wskutek stresu i urazu jeden ze skrzatów zaczyna mówić tylko po niemiecku, co już zupełnie prowadzi do absurdalnych sytuacji. Ponieważ twórcy to muzycy nie obywa się bez piosenek, które podobnie jak całą fabułę zna każdy Duńczyk, np.:
It's hard to be a nissemand:
Snitt a little bittle:
The Støvle Dance:
W tym roku oglądam go po raz drugi (pierwszy raz w grudniu 2011), z tą różnicą, że teraz przynajmniej co nieco rozumiem. Poza tym oglądamy dwa inne - Julestjerner, typowo familijną produkcję - http://www.dr.dk/DRPresse/Artikler/2012/11/16/134352.htm i Jul i kommunen, o urzędzie gminy i burmistrzu małego miasteczka, zadufanym w sobie dupku - http://www.dr.dk/DRPresse/Artikler/2012/11/19/094218.htm
Na koniec tylko powiem, że innym kalendarzem, który swego czasu zrobił na mnie wrażenie jest Bomberos Bilbao, o którym wiedzą tylko wtajemniczeni. Ale to już, jak mawiał Kipling, całkiem inna historia...
I już zupełnie na koniec jeszcze powiem: Wesołych świąt i Glædelig Jul!

IMG_0522.jpg.scaled.1000.jpg

wycinanka z tańcem dookoła choinki


IMG_0525.jpg.scaled.1000.jpg
Nisse!

IMG_0527.jpg.scaled.1000.jpg

Julestjerner, håndlavede stjerner, osv....


IMG_0533.jpg.scaled.1000.jpg

Ta ostatnia niedziela w den Gamle By.....

Sunday, January 22 2012

Zaległy post czyli święta, święta i po świętach jak mawia ciotka Danka

Tego roku zima do Danii nie przyszła w ogóle, co mi nie przeszkadza, bo wszystkim wiadomo, że zimę toleruję tylko w górach, i to wtedy jak nikt mnie nie zmusza do durnych sportów typu jeżdżenie na nartach, desce albo rzucanie się śnieżkami... Poza tym trochę się bałam duńskich zimowych miesięcy, jak w Polsce przymrozi, to nie chce się wyściubiać nosa z chaty. A tu niespodzianka - klimat dużo bardziej umiarkowany, dużo słońca, deszczu też, ale mam kalosze, no i śniegu i mrozu jak na razie brak.

Zaobserwowałam też ciekawe tubylcze zwyczaje związane z przygotowywaniem się do wszelakich świąt albo zmiany pór roku. Pisałam już chyba wcześniej, że do Bożego Narodzenia szykowali się od początku października. Sklepy napakowali świątecznymi dobrami, w listopadzie rozwiesili wszędzie światełka, dekoracje, te swoje serca biało-czerwone, stroiki poustawiali, na każdym kroku można się było napatoczyć na świętego Mikołaja albo skrzata typu Nisse.

IMG_0314.JPG
IMG_0353.JPG

No i przyszły święta. Wigilia rodzinna przebiegła wesoło i z pląsami naokoło choinki, z czego najbardziej zadowolone były dzieci, czyli Maika i Aki :

_MG_9689.jpg


_MG_9649.jpg

W szczegółach wyglądało to tak - punkt pierwszy: kolacja, na którą zaserwowano kaczkę i indyka z ziemniakami, również w karmelu i czerwoną kapustą. Potem był deser czyli almond contest. Jest to danie z ryżu i bakalii z przewagą migdałów, w którym się chowa jeden migdał w całości - reszta jest pokrojona w drobne kawałeczki. Jest tego cała micha i każdy ładuje sobie na talerz potężną porcję, bo wtedy szanse na migdała są większe. Jak się na niego trafi, to nie wolno o tym mówić do momentu jak wszystko zostanie zjedzone. Mój brat, obecny na tejże wigilii, poinformowany przez nas o tym zwyczaju wcześniej, powiedział - zobaczysz, na pewno trafi na mnie. Było gorzej - w pierwszym kęsie już trafił mu się migdał i po mistrzowsku przechował go w buzi, konwersując grzecznie przy stole, co chwilę pytając na czym właściwie polega ten konkurs i kiedy można dać znać czy się ma migdała i czy go wypluć na talerzyk, czy w rękę i podpuszczając innych, że to oni na pewno mają go w buzi, albo jeszcze na talerzyku. Na koniec zademonstrował migdała i dostał prezent, bo taka jest nagroda. W tym roku były to kulki Mozarta. Potem jest chwila na tańce dookoła choinki i śpiewanie kolęd. A potem jest czas rozdawania prezentów i robienie pamiątkowego zbiorowego zdjęcia. A na koniec kawa i znowu słodycze... Na drugi dzień, czyli w pierwszy dzień świąt z powodu totalnego obżarstwa w wigilię je się dopiero lunch, np. o pierwszej. A że w święta było wyjątkowo słonecznie i ciepło, oprócz siedzenia przy stole i jedzenia, np. æbleskiver można było sobie pochodzić na fajne spacery.


IMG_0433.jpg

A po świętach, co mnie zdziwiło jeszcze przed sylwestrem, wszystkie dekoracje i światełka i skrzaty zniknęły. I od początku stycznia zimy w Danii już nie widać, bo wszyscy przygotowują się do wiosny i wielkanocy. I można kupić żonkile, tulipany, kwiatki wiosenne doniczkowe, świece w wiosennych kolorach i dekoracyjne jajka do powieszenia na gałązkach marki Royal Kopenhagen. Ale bazi teraz nie mają, bo tutaj sprzedaje się je w grudniu, na Boże Narodzenie.


011.JPG

- page 1 of 2