W Odense, mieście, które pachnie bajkami, powstało miejsce, gdzie granica między rzeczywistością a wyobraźnią jest wręcz niezauważalna. To nowe Muzeum Hansa Christiana Andersena - H.C. Andersens Hus - muzeum tak idealne, że się później i małym, i dużym śni po nocach. Z dworca kolejowego - z którego też w swoje podróże wybierał się pisarz, zaprowadzą nas do niego jego odciski butów na chodniku, a Andersen zaliczał się do bardzo wysokich osób - miał 185 cm wzrostu, no i numer buta też miał niebagatelny - 47!

Zatem podążając śladami jego butów po jakiś 10 minutach jesteśmy przed muzeum poświęconym jego twórczości i życiu i możemy zacząć podróż w głąb opowieści, które znamy od dziecka, ale które tutaj opowiadają się na nowo.

Jak wspomniałam pomysł muzeum to projekt totalny, w zasadzie na nowo został zagospodarowany cały kwartał starówki miasta, z ikonicznym, żółtym domkiem, w którym urodził się pisarz.

Japoński architekt Kengo Kuma zaproponował drewniany kompleks kilku niewysokich budynków muzeum, które wnika pod ziemię, jakby chciało się ukryć przed światem i jednocześnie zaprosić nas do środka. Otacza je ogród, odbijający się w ogromnych oknach muzeum, pięknie teraz rozkwitający kolorami i zapachami, tworząc żywą ilustrację do baśni. Całość idealnie się dopełnia i przenika, tworząc iście organiczny labirynt światła, dźwięku i cienia, w którym natychmiast chcemy się zanurzyć.





To muzeum nie tylko opowiada o Andersenie i jego życiu – ono mówi jego głosem. Nie ma tu staroświeckich gablot z eksponatami. Zamiast tego, wyruszamy w podróż za człowiekiem i jego marzeniem, by zostać pisarzem. Oglądamy jego drogę z malutkiego Odense, gdzie się urodził i spędził dzieciństwo, do Kopenhagi, by się uczyć i potem w świat, by go podziwiać i samemu być podziwianym.



Jednym słowem doświadczamy osobistej strony jednej z jego najbardziej znanych baśni - o brzydkim kaczątku, które przerodziło się w zachwycającego łabędzia. Przestrzeń jest tu tak inspirująco zaprojektowana, by dziecięca ciekawość spotykała się z dorosłą nostalgią, gdy dosłownie wchodzimy do jego poszczególnych baśni. To miejsce, gdzie nuda nie istnieje.



Ale to nie tylko świat baśni. Muzeum pokazuje również mniej znane oblicze Andersena – jego miłość do wycinanek z papieru, które traktował jak formę sztuki i osobisty sposób opowiadania historii bez słów. To przecież podobno on wyplótł jako pierwszy zielono-złote papierowe serce, które tradycyjnie wiesza się do dziś na duńskich choinkach. Na monitorach możemy też przekartkować książeczki dla znajomych i przyjaciół - wyklejane kolorowymi wycinankami gazetowymi, w których prezentował swoją nieokiełznaną wyobraźnię i poczucie humoru.



Poznajemy również jego życie uczuciowe, pełne tęsknot, niespełnionych fascynacji i emocjonalnych nieoczywistości. Andersen był też niestrudzonym podróżnikiem – niemal połowę życia spędził w drodze, odwiedzając dziesiątki krajów i zbierając inspiracje, które później przekształcał w opowieści. Jedno z jego znanych powiedzeń to właśnie ‘Podróżować znaczy żyć’, o swoich podróżach pisał w swych pamiętnikach, często je sam ilustrując, a w 1851 roku wydano nawet w Szwecji jego pamiętniki z podróży. Gdyby żył współcześnie, na pewno prowadziłby bloga podróżniczego i miałby kanał o podróżach - sala poświęcona tej właśnie pasji pokazuje jakimi środkami lokomocji podróżował (dyliżansem, pociągiem i statkiem) i jak wiele ich odbył (30). Czasem dowiadujemy się komicznych bądź zaskakujących faktów, jak to, że zawsze w walizce zabierał ze sobą gruby sznur (na wypadek ewakuacji z płonącego hotelu przez okno) oraz, że bywał niepożądanym gościem (relacja córki Charlesa Dickensa, u którego w Londynie spędził kiedyś 5 tygodni).


Dla najmłodszych muzeum oferuje Ville Vau – miejsce, gdzie można przebierać się, budować i tworzyć własne historie. Starsi mogą odpocząć w kawiarni serwującej lokalne przysmaki, usytuowanej w sercu ogrodu, bądź przejść się w labiryncie drzew i krzewów, popatrzeć na okolicę z tarasów lub poszukać pamiątek i książek w sklepie inspirowanym twórczością Andersena.

Przy okazji wizyty w Odense tylko 3 godziny spędziłam w Muzeum Andersena i minęły mi one jak z bicza trzasł. Myślę, że można w nim spędzić długie godziny i zamierzam to jeszcze uczynić. Zachęcam do pobrania darmowego zestawu audio, by posłuchać anegdot i relacji mu współczesnych. To idealna wycieczka dla miłośników jego twórczości, niezależnie od wieku, bo muzeum jest niebywale ciekawie pomyślane. Warto tez pamiętać, że samo miasto pisarza, Odense, jest niezwykle urokliwe, a odwiedzone przeze mnie muzeum to jedynie jedna z jego atrakcji.
To co, widzimy się w ….. Odense?

Mańcia