Skoro starym dobrym zwyczajem Duńczycy szykowali się do Wielkanocy od dwóch miesięcy, to myślałam, że i tym razem odkryję jakieś nowe metody jej obchodzenia, jak przy okazji Bożego Narodzenia i tańców dookoła choinki. Początki były obiecujące. Szkoły mają ponad tydzień przerwy - påskeferie, więc udzieliła nam się mania przyozdabiania domostw na Wielkanoc, kupiliśmy badyle, kolorowe kurczaki i jajka do powieszenia na badylach w Tigerze, świece i inne duperele, no i jak dawno zaplanowałam pojechałam w Wielkim Tygodniu do Poznania

IMG_0482.JPG

Wracałam w Wielki Piątek z zakwasem na żurek (zupełnie mi odbiło, bo my nigdy żurku w domu na święta nie robiliśmy), białą kiełbasą, mazurkiem od Hani, słowem paroma rzeczami, które miały być dodatkiem do duńskiej wielkanocy. No i były pierwszym punktem programu, bo się okazało, że wolne i może jakieś obchody to oni mieli w czwartek i piątek, no i może coś specjalnego robili, ale mnie nie było, więc nie wiem,a w sobotę był normalny handlowy dzień. W niedzielę zjedliśmy trochę białej i żurek na śniadanie, a po południu poszliśmy do rodziny Kima na obiad, gdzie tradycyjnie miała być jagnięcina, czy coś, a ku mojemu zadowoleniu były tapas, nawet chorizo było i greckie oliwki, sałatki, no takie jedzenie to ja po prostu uwielbiam.

IMG_0491.JPG

A dziś czyli w poniedziałek nawet na spacer nie można było iść, bo lało, chyba trochę zamiast śmigusa-dyngusa. Barowa pogoda jednym słowem. No i zanim się człowiek spostrzegł, przeleciało i jutro trzeba znowu iść do szkoły.


IMG_0495.JPG

Tak czy siak, powyższe badania terenowe ukazały wyższość świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą, przynajmniej w Danii. Jeśli w przyszłym roku tu jeszcze będę, to trzeba gdzieś wyjechać w tym czasie, naprawdę za wiele się nie straci. I tylko szkoda, że mi się tak śpieszyło tu z powrotem. Mogłam sobie posiedzieć spokojnie dłużej w Poznaniu. A tak obudziłam się z ręką w żurku. Cholerni Duńczycy, jak mawiał pewien lekarz!